fot. Pexels,com

Dobry rodzic chce być wsparciem dla swojego dziecka. Chcemy, żeby jak najlepiej radziło sobie ze szkolnymi obowiązkami. Jak pomagać, żeby rzeczywiście zrobić różnicę, a jednocześnie nie zaszkodzić?

Kluczowa jest zdrowa równowaga

Najważniejsza, naturalna przewaga rodzica nad dzieckiem polega na tym, że rodzic sam był już kiedyś dzieckiem. Sam kiedyś chodził do szkoły i sam mierzył się z tymi samymi podstawowymi wyzwaniami i problemami. Każdy dorosły ma jakieś doświadczenia z dzieciństwa, które ocenia z perspektywy wielu dekad. Zazwyczaj uważa, że się nim nadmiernie zajmowano, albo przeciwnie, że poświęcano mu za mało uwagi. Chyba każdy zgodzi się, że zgodnie ze zdrowym rozsądkiem najlepszą drogą jest ta między Scyllą nadopiekuńczości a Charybdą zaniedbania. Każdy z nas miał też pewnie w dzieciństwie chociaż jednego znajomego, na którego przykładzie mógł zaobserwować, do czego prowadzi rozpieszczanie dziecka. Takie osoby mają później problem z samodzielnością i radzeniem sobie z niepowodzeniami. A porażki zawsze będą się co jakiś czas trafiać i do tego też szkoła powinna dziecko przyzwyczaić. 

fot. Pexels,com

Obecność – podstawowe dobro

Z drugiej strony właściwe wspomaganie dziecka w nauce wymaga naszej bliskiej obecności. Wydaje się, że największym wsparciem, jakie możemy dać dziecku, jest stworzenie w domu ciepłej atmosfery. Tylko jeśli dziecko będzie nam ufać, będzie dzielić się z nami swoimi problemami i zmartwieniami. Gdy będzie czuło, że ma w nas oparcie niezależnie od wszystkiego, będzie mogło ze spokojną głową zająć się nauką. Jeśli dziecko będzie sprawiać problemy wychowawcze, musimy umieć z nim porozmawiać i wiedzieć, że poda nam prawdziwe przyczyny swojego zachowania. Wielu rodziców chce dobrze i angażuje się w życie dziecka, ale robi to w nieodpowiedni sposób. Nie powinniśmy stosować na dziecku otwarcie metody kija i marchewki, jak robimy to na dorosłym. Żyjące w strachu przed karą dziecko będzie zalęknione i sparaliżowane. Nie będzie umiało zabrać się do pracy, zbyt bojąc się porażki. Nasza obecność jest też ważniejsza niż jakikolwiek, dowolnie drogi prezent dany w nagrodę dziecku. Zagadujmy regularnie dziecko o jego koleżanki, kolegów, nauczycieli. Pokazujmy nasz entuzjazm i zainteresowanie. 

fot. Pexels,com

Nauczyciel nie powinien być wrogiem

To zaangażowanie nie kończy się w domu. Powinniśmy też na przykład systematycznie chodzić na każde zebranie klasowe. Warto rozmawiać z wychowawcą naszego dziecka, a nawet samemu czasem dopytać, jak się sprawuje. Pytajmy nie tylko o oceny, postępy w nauce, mocne i słabe strony w poszczególnych dziedzinach – choć oczywiście nie możemy też tego pomijać. Dobrze jest wywiedzieć się chociażby, jak bardzo towarzyska jest nasza pociecha czy z kim się przyjaźni. Zbierając informacje z dwóch stron – od nauczyciela i od samego dziecka – będziemy mieli pełniejszy obraz jego sytuacji. Starajmy się nie interweniować u nauczyciela na korzyść naszej pociechy poza skrajnymi przypadkami, w których podejrzewamy naprawdę poważną niesprawiedliwość. To niezdrowe i szkodliwe, przede wszystkim dla samego dziecka. W dorosłym życiu nikt niczego za niego z przełożonym nie załatwi.

Dom przyjazny do nauki

Ważne, by stworzyć dziecku właściwe warunki do nauki i pracy. Mówiliśmy już o atmosferze w domu. Trzeba też pamiętać o kwestiach czysto materialnych. Dziecko powinno mieć swoje biurko, wygodne krzesło, miejsce na książki, przybory. Niewątpliwie potrzebna mu będzie też cisza, więc powinniśmy to stanowisko pracy urządzić we właściwym miejscu. Ostatnia kwestia to rozwój pozaszkolny, uzupełniający informacje nabywane na lekcjach. Rzeczy których dziecko nie musi robić łatwiej go zaciekawią. Podsuwajmy mu interesujące książki dedykowane najmłodszym dotyczące nauki, techniki, historii czy geografii – w zależności od jego indywidualnych zainteresowań. Poza wszystkim to świetna pomoc dziecku w zrozumieniu świata. Nauczymy go też, że warto robić więcej, niż wymagane od nas minimum.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here